Po 17 września 1939 r.


Niedzielnym rankiem o świcie, 17 września 1939 r., oddziały Armii Czerwonej przekroczyły Dźwinę i błyskawicznie opanowały zupełnie bezbronną Dzisnę, której mieszkańcy spodziewali się raczej nalotów niemieckich niż wejścia wojsk sowieckich. Od przeszło dwóch tygodni toczyła się obronna wojna przeciwko Niemcom, i na tereny walk skierowano część wojsk z granicy wschodniej, której nie mogły obronić wątłe siły KOP-u

Najpełniejszą relację związaną z wydarzeniami, które w dniach napaści dotknęły mieszkańców miasta i starszą, męską młodzież, przedstawił w monografii "Dzisna, bastion nad Dźwiną" Eugeniusz Zabiełło, wówczas uczeń klasy maturalnej :

- Młodzież gimnazjalna , która po wakacjach zjawiła się w Dziśnie,była nastawiona bardzo patriotycznie. Od chwili wybuchu wojny komendantem obrony cywilnej miasta został por. rez. Zygmunt Gergovich, profesor gimnazjalny, który prowadził także szkolenie przysposobienia wojskowego. Zaktywizowała się działalność "Strzelca", któremu przewodził por. rez.Władysław Juszkiewicz i działalność harcerstwa. Wymienieni oficerowie rezerwy wraz z kierownikiem szkoły powszechnej Piotrem Kwietniewskim tworzyli sztab kryzysowy. W sytuacji toczącej się wojny aktualny stał się problem obrony przeciwlotniczej i tym się głównie zajmowano. W najwyższym punkcie miasta, który stanowił stary cmentarz żydowski położony na skraju miasta "nad łąkami", zorganizowano punkt obserwacyjny, gdzie młodzież pełniła dyżury także w nocy. /.../

W 1939 r. miałem 18 lat i byłem uczniem klasy maturalnej Liceum Humanistycznego w Dziśnie. Mieszkałem przy ulicy Kościuszki 55 w odległości ok 700 m. od centrum miasta, gdzie był rynek, a w jego otoczeniu różne urzędy , w tym także placówka KOP. 17 września była niedziela. Gdy zbudziłem się, znana już była w domu wiadomość o zajęciu miasta przez wojska sowieckie. W nocy były walki nad Dźwiną i przy strażnicy KOP. Został ranny lub zabity prof. Gergovich. W mieście pełno już było sowieckich żołnierzy, poza tym wiedziano niewiele, co się dzieje. W naszym domu w nocy nikt nie został zbudzony odgłosem strzelaniny, która zresztą miała trwać krótko. Byli ze mną dwaj koledzy. Poradzono nam, by nigdzie nie wychodzić i czekać na rozwój sytuacji.

W godzinach popłudniowych pojawił się przed moim oknem żołnierz sowiecki w towarzystwie żydowskiego wyrostka - chłopca około 12 lat. Ten chłopiec wszedł do naszego domu i - wymieniając imiona i nazwiska moje i mieszkających w tym domu dwóch kolegów - spytał o naszą obecność. Potem wszedł żołnierz i polecił ubrać się i udać z nim. Przy bramie stał drugi żołnierz i ten konwój zaprowadził nas na podwórze magistratu Był to nasz pierwszy kontakt z ludźmi z innego świata, z czerwonymi, więc obserwowaliśmy ich uważnie./.../ Tymczasem na podwórze magistratu doprowadzono następnych naszych kolegów. Byli to wyłącznie uczniowie starszych klas gimnazjum i liceum. Gdy zebrało się zapewne około 30 osób, zamknięto nas w miejskim areszcie. Były tam niskie prycze, okropnie zakurzone. Pełni najgorszych przeczuć noc spędziliśmy bezsennie. Następnego dnia koło południa wypuszczono nas jednak bez jakichkolwiek wyjaśnień. Był to więc prawdopodobnie rodzaj aresztu prewencyjnego. -1/

Gdy część uczniów przebywała w areszcie miejskim, inną grupę, jak się okazało, więziono jednocześnie w piwnicach gimnazjum, a później zwolniono. . Pierwsze strzały, zresztą krótko trwające, rozległy się pod krzyżem obok słupa granicznego stojącego nad brzegiem Dźwiny i nie wielu mieszkańców je usłyszało.Tam został śmiertelnie ugodzony komendant "Strzelca" Władysław Juszkiewicz i ciężko ranny prof. Gegovich, który stawiał opór wychodzącym z rzeki sowieckim żołnierzom. Zabrano go zaraz łodzią na sowiecki brzeg Dźwiny. Po krótkim ataku, została opanowana strażnica KOP, a następnie rozpoczęły się aresztowania urzędników, policjantów, nauczycieli, prawników, bogatych Żydów, a nawet , trzech pracowników księgarni "Polskiej Macierzy Szkolnej.

Według rusyfikacyjnych planów zaborcy młodzież miała kształcić się odtąd w białoruskiej "dziesiatiletce", więc już po kilku dniach ogłoszono jej otwarcie. Nakaz dalszej pracy ze strony władz sowieckich otrzymali: Stanisław Pałuszko matematyk, Marian Szczyrbuła nauczyciel rysunków i zajęć praktycznych, Gustaw Safrin i Dietrich Arem uczący j. niemieckiego Los pozostałych, z wyjątkiem nielicznych, stał się udziałem polskiej inteligencji, skazanej przez sowieckiego okupanta na zagładę. Na ich miejsce przyjęto nowych nauczycieli, których nazwiska zapamiętały dawne uczennice Bronisława Taberska i Wacława Wierzchowiczówna. Byli to : Wigderhauz Zelda, Joffe Abraham oraz Rebeka Rozet - miejscowi Zydzi i równocześnie absolwenci dziśnieńskiego gimnazjum z początku lat 30-tych, którzy niedawno ukończyli studia na USB w Wilnie. Białoruską szkołą kierował Rosjanin, a białoruskiego najpierw uczyła Rebeka Rozet, a później Rosjanka. Uczniowie kl II-ej licealnej zostali przeniesieni do klasy 9-ej, o rok niższej . Wycofano łacinę i język francuski. Obowiązkowymi stały się rosyjski i niemiecki, a wykładowym miał być białoruski. W praktyce jednak nauczano w języku rosyjskim, a białoruski był przedmiotem nauczania. Jednak poziom ich był tak słaby, że musiano dla nauczycieli organizować specjalne kursy. 2/

W szkole panowało zrozumiałe przygnębienie z powodu sytuacji w kraju oraz wydarzeń w Dziśnie i najbliższym regionie. Dla polskiej młodzieży wychowanej w duchu pariotycznym była to nowa, trudna do zaakceptowania i dramatyczna rzeczywistość. Wszystkie roczniki cofnięto o klasę niżej.

Jak podał w swojej monografii "Dzisna ,bastion nad Dźwiną" Eugeniusz Zabiełło, - w szkole rej wodziła młodzież żydowska, powstawały organizacje pionierskie i komsomolskie. Wielu porzucało naukę w zamiarem podjęcia pracy,inni planowali ucieczki do Łotwy, Litwy, czy Rumunii z zamiarem przedostania się na Zachód, byle wyrwać się z tego państwa, którego nieludzką istotę bardzo szybko rozszyfrowali. W ciągu najbliższej i następnej zimy wiele takich ucieczek zostało podjętych. - Ci z klasy II-ej liceum, którzy zdecydowali się zostać, po półtora roku powtarzania przedmiotów ścisłych oraz nauki języka rosyjskiego, niemieckiego i białoruskiego, tuż przed wybuchem wojny niemiecko-rosyjskiej 21 czerwca 1941 r. otrzymali świadectwa dojrzałości Wkrótce potem, w nocy z 22 na 23 czerwca zostali uwięzieni a następnie wywiezieni trzecim transportem naucz. Stanisław Pałuszko i Marian Szczyrbuła, natomiast wraz z cofającą się Armią Czerwoną wyjechali z Dzisny nauczyciele żydowskiego pochodzenia Aremowie,Safrin i Joffe. Dwaj ostatni znaleźli się w okolicach Stalingradu, gdzie pracowali jako nauczyciele w kołchozie. Aremowie pojechali dalej. Safrin został później powołany do sowieckiego wojska, gdzie wkrótce zmarł na zapalenie płuc.3/

Pierwszy okres sowieckiej okupacji w Dziśnie obfitował w tragiczne wydarzenia: już w lutym 1940 r. nastąpiła pierwsza wywózka polskich urzędników państwowych i samorządowych - mieszkańców Dzisny i okolicy. Wielu nauczycieli, uczniów, a także byłych wychowanków dziśnieńskiego gimnazjum, stanowiąc polską inteligencję, podzieliło los tysięcy Polaków, których wywieziono całymi rodzinami w kilku transportach w głąb Rosji sowieckiej. 13 kwietnia 1940 r. drugim transportem wyjeżdżały z Dzisny całe rodziny , m.in. uczennic Bronisławy Taberskiej , Jadwigi Huszczówny, siostry Jana Huszczy, absolwenta dziśnieńskiego gimnazjum i pisarza, Barbary Kwietniewskiej , córki kierownika szkoły powszechnej. Transportem tym jechały także nauczycielki gimnazjum: Leokadia Żebrowska- Dybczkowa, naucz. języka francuskiego i Nadzieja Muraszowa naucz. robót ręcznych ( W latach 30-tych dyr. prywatnej Szkoły Baletowej w Wilnie.)

Innych osadzano w aresztach i przewożono do pomieszczeń klasztornych w Berezweczu. Tam poddawani byli szykanom i przetrzymywani w potwornych warunkach. Wielu nie wytrzymywało i umierało z głodu i wycieńczenia. Część pędzono kolumnami na stację do Głębokiego, skąd szły transporty na Syberię. Najgorszy los spotkał więźniów tuż przed wkroczeniem Niemców. Kończyli oni życie po wyjściu z obozu, dobijani przez konwojentow w tzw. "marszu śmierci ", który zakończył się wymordowaniem wszystkich w miejscowości , która obecnie nosi nazwę Nikołajewo koło Ułły na Białorusi. W Berezweczu zginęli wychowankowie dziśnieńskiego gimnazjum i liceum : Michał Hłasko, Michał Prońko, Romuald Chasie- niewiecz ( najprawdopodobniej nie jest to pełna lista) i długoletni nauczyciel, później dyrektor gimnazjum w Brasławiu, Henryk Dobosz.

Wielu dawnych wychowanków gimnazjum, będących w 1939 r. w wojsku , jeśli zostało internowanych, bądź dostało się do niewoli sowieckiej, podzieliło los ofiar Katynia. Na tej liście znaleźli się ppor. Tadeusz Ciszewski i pchr. piechoty Władysław Hryniewicz, których ostatni ślad życia odnaleziono w Kozielsku w 1943 r. podczas ekshumacji. Nie wiadomo jak i kiedy zakończył życie prof.Gergovich , który przesłał żonie ostatnią wiadomość ze Smoleńska. Jego nazwisko zostało umieszczone na "Liście Katyńskiej" z adnotacją LZK (Lista zaginionych Kozielsk) podobnie jak dr Edwarda Ralskiego, nauczyciela przyrody gimnazjum dziśnieńskiego w latach 23-27 , później profesora Unwersytetu Poznańskiego. Zginął tam również syn naucz. łaciny Mołczanowa, dr medycyny Sulla Mołczanow 4/

Przed wkroczeniem Niemców na teren Wileńszczyzny 26 czerwca 1941 r. wyjechał następny transport. W głąb Rosji sowieckiej zostali wywiezieni nauczyciele dziśnieńskiego gimnazjum - poloniści: Leon Szreder i Mieczysław Kotlicki, gospodyni burs Janina Zarankowa oraz wcześniej wspomniani Stanisław Pałuszko i Marian Szczyrbuła, który z zimna i wycieńczenia zamarzł na ulicach Tobolska. W Kazachstanie zmarł śmiercią głodową długoletni nauczyciel łaciny Michał Mołczanow oraz jego syn Leon. Po powtórnym zajęciu ziem wschodnich przez wojska Armii Czerwonej w 1944 r.ponownie wywożono Polaków. Na Syberii, za Kręgiem Polarnym znalazł się i tam zmarł wieloletni woźny gimnazjum ,ojciec licznej rodziny, Zygmunt Kuzinowicz 5/

Okupacja niemiecka, to dalszy ciąg cierpień kresowej ludności, to osadzenie w gettach i wymordowanie Żydów, a więc także wielu absolwentów i uczniów dziśnieńskiego gimnazjum, to także Berezwecz dla tych, których Niemcy posądzili o współudział z silnie działającą na tych terenach sowiecką, a także akowską partyzantką. W powiecie dziśnieńskim działała dobrze zorganizowana siatka AK. W Dziśnie komendantem był Zenon Gajewski, były wychowanek gimnazjum dziśnieńskiego, harcerz i redaktor jednodniówki "Czujka nad Dzisną"

Część wychowanków i nauczycieli deportowanych na Syberię znalazła się w Armii Andersa, a wśród nich także nauczyciel, Mieczysław Kotlicki, który podjął się opieki nad grupą osieroconych polskich dzieci i znalazł się w wraz z nią w Nowej Zelandii. Inni przeszli cały szlak bojowy w Afryce i we Włoszech jak naucz. Stanisław Pałuszko, a także synowie Mołczanowa: Sokrates i Nestor, prof. Józef Bujnowski, absolwent dziśnieńskiego gimnazjum, a później nauczyciel w Brasławiu. Był współredaktorem gazety żołnierskiej "Sitwa", w której dziśnieńskiemu gimnazjum poświęcił piękny, wspomnieniowy esej. Jako drugi oficer liniowy II-go Korpusu we Włoszech brał udział w bitwie pod Monte Cassino uwieczniony w książce Wańkowicza "Monte Cassino", podobnie jak inny wychowanek dziśnieńskiego gimnazjum lekarz-chirurg, Donat Massalski, który z narażeniem własnego ratował życie rannych żołnierzy na pierwszej linii frontu. Pod Bolonią walczył i tam zginął uczeń II-ej liceum Henryk Puchalski. Absolwent gimnazjum, pasierb dyrektora Mężyka, Witold Retinger zasłużył się w walkach lotnczych nad Wielką Brytanią, Francją, Afryką jako pilot RAF-u w stopniu majora i dowódca dywizjonu 308. W 1945 r zginął w walkach nad Berlinem Zygmunt Chwalibóg, młody pilot RAF-u, którego wojna zastała w kl IIej-ej lic. To tylko kilka nazwisk uczniów, którzy nie zawahali się stanąć do walki o wolność Ojczyzny.

Część wychowanków dziśnieńskiego gimnazjum, zmobilizowana na terenie ZSRR wróciła do kraju z I-ą i II -Armią. Spotykał ich Jan Huszcza, pisarz i poeta, który był w Armii Berlinga i znaczną część swej twórczości poświęcił opisom wojennego czasu. Ci, którzy walczyli na frontach zachodnich, po utracie stron ojczystych raczej osiedlali się w różnych krajach na Zachodzie. Część deportowanych wróciła po kilku latach z miejsc zesłania, ale już nie do swoich stron rodzinnych. Liczni mieszkańcy Dziśnieńszczyzny, których nie dotknęły wywózki, po powstaniu Republiki Białoruskiej i Litewskiej zdecydowali się na tzw. repatriację do Polski - w rzeczywistości na przesiedlenie - głównie na ziemie zachodnie. Tu większość ich kontynuowała naukę bądź w szkołach średnich, bądź na studiach wyższych, uzyskując zawód lekarza, prawnika, inżyniera, nauczyciela - także akademickiego - lub jeszcze inny. Wielu przywdziało szaty duchowne. Tytuły naukowe uzyskiwali wychowankowie gimnazjum również za granicą, osiedlając się po kampanii wojennej tam na stałe.

Silnie zawiązana więź przyjaźni w czasach młodości nie zwiotczała; po zdobyciu wykształcenia, pracy, założeniu rodziny, dawni wychowankowie - niektórzy będąc już na emeryturze - zaczęli odnajdywać się wzajemnie organizując w różnych miejscach kraju bardziej lub mniej liczne zjazdy. Największym animatorem tego ruchu był ks. Józef Bujonek, a protektorem i opiekunem póżniejszy arcybiskup, wówczas biskup białostocki, ks.Edward Kisiel. Zanim doszło do pierwszego większego Zjazdu w Studzienicznej, mniejsze spotkania odbywały się w Warszawie u Marii Maćko, która gościła także wiele osób z zagranicy. W ten sposób znajdowały się adresy i wymieniała wiedza o losie koleżanek i kolegów. Ona też dzielnie pomagała ks. Bujonkowi w organizacji Zjazdu w Studzienicznej, który odbył się w czerwcu 1980 r., urozmaicany wycieczkami i przejażdżkami po mazurskich jeziorach. Było to największe spotkanie, które nie uszło uwagi władz bezpieczeństwa PRL-u, indagujących pózniej w tej sprawie ks Bujonka. Trudno więc dziwić się wychowankowi i wybitnemu uczniowi dzisnieńskiej szkoły Wincentemu Kraśce, że, będąc w swoim czasie ministrem kultury w PRL-u, odmówił wzięcia udziału w organizowaniu jakiegokolwiek zjazdu. Spotkania byłych wychowanków miały miejsce w Łagowie, następnie Kaliszu Pomorskim w domu brata ks. Józefa, dokąd także przyjeżdżał bp E. Kisiel. Niestety dwa ostatnie spotkania w Kaliszu Pomorskim były związane ze śmiercią i pogrzebem ks. J. Bujonka oraz z rocznicą jego śmierci. Póżniej, na zaproszenie ks. bpa Kisiela, odbyło się małe spotkanie w Białymstoku, połączone z wycieczką do Białowieży.

Następne zjazdy orgnizowała Apolonia Fiedukowicz- Palczewska, a miejscem ich stały się pomieszczenia klasztoru oo marianów w Stoczku Warmińskim., dokąd zjeżdżali również dawni wychowankowie gimnazjów Drui i Brasławia. To po jednym z nich zrodziła się myśl opracowania monografii dziśnieńskiej szkoły ( inicjatywa Eugeniusza Zabiełły) , co stało się mozliwe dzięki zgromadzonym przez ks. Józefa Bujonka sprawozdaniom dziśnieńskiej szkoły z lat 921-1933, które opracował pierwszy dyrektor T Staniewski. Wiele szczegółów z lat późniejszych przekazali ostatni wychowankowie szkoły, opierając się na pamięci, a częściowo na podstawie zachowanych dokumentów.



Bibliografia

1

Zabiełło E. "Dzisna , bastion nad Dźwiną " str.263

2

Kawczyńska W. " Miasto Dzisna i państwowe Gimnazjum im. ks. Grzegorza Piramowicza w Dziśnie" - referat wygł. w Lublinie w 1990 r. z ramienia TMW i ZW

3

Huszcza J. Pan Gracjan i inni str 145 Wyd. Łódz. 1970

4

Moszyński A (oprac) Lista Katyńska Jeńcy obozów Kozielsk, Ostaszków Starobielsk W-wa 1989

5

Huszcza J. List do T.Staniewskiego zawierający informacje o rodzinie Mołczanowych.